środa, 11 czerwca 2014

S.O.S. po opalaniu

W ostatnie dni dość intensywnie jeździłam na rowerze. A że pogoda słoneczna, zawsze ubierałam się w szorty i topy bez rękawków.

Tak jak codziennie stosuję krem z filtrem Vichy do twarzy tak o reszcie ciała nieroztropnie zapomniałam i niestety nabawiłam się lekkich oparzeń na udach. Wiadomo- najbardziej wystawione na słońce podczas jazdy. Przy okazji mam opaleniznę "na nurka", ale to tam pikuś ;)







Czułam, że nóżki mnie pieką. I co teraz? Mam balsam łagodzący po opalaniu, jednak tylko dla Ukochanego. Bo nic nie może równać się z mocą...

MIODU! Najlepszy lek na wszelkie oparzenia. Pomógł mi już wiele razy, na poparzenia od słońca, ale też po żelazku czy gorącej herbaty. Ulga w bólu czy opuchnięciu następuje już po paru godzinach.

Nakładam go na bolące miejsca na jak najdłużej, w małych miejscach nawet na noc. Potem go zmywam chłodną wodą i... to wszystko. Byle była gruba wartswa i na ile się da!
Wyleczył on nawet dość mocne oparzenie (chyba II stopnia) mojej cioci, a przez kilka tygodni męczyła się z maściami, kremami, lekarzami... A po tygodniu z miodem- praktycznie bez śladu!

Wiadomo, lepiej zapobiegać niż leczyć, ale jeśli zdarzy Wam się wypadek przy pracy- z całego serca polecam ten cód natury! Od puchatych pszczółek ;)

from deviantart stock images



2 komentarze:

  1. Nigdy bym nie wpadła na pomysł żeby użyć miodu... A dwa lata temu spać nie mogłam bo tak sobie nogi spaliłam :/ mam nadzieję, że nie będę musiała sprawdzać działania miodu na oparzenia ale zapamiętam tę cenną informacje ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pierwsze słyszę o miodzie, ale takie informacje zawsze w cenie :)

    OdpowiedzUsuń