sobota, 27 września 2014

Revlon COLORSTAY czyli mój pierwszy podkład

No... Może nie pierwszy, ale pierwszy tak "na poważnie".

Z podkładami moja historia jest krótka, ale burzliwa. Miałam ich kilka, bo przecież każda szanująca się kobieta powinna ;) Ale moje doświadczenia były tylko przykre, głównie ze względu na to chyba, że źle je dobierałam. Nie znam się na tym jednak (a mama charakteryzatorka sic!). Zawsze podkład "czułam" na skórze, miałam nieprzyjemne uczucie na twarzy i wrażenie, że jest potwornie tłusta, wygląda nienaturalnie. Dlatego przez wiele tych lat do poprawy wyglądu używałam tylko korektora, bez którego nie wyjdę na zewnątrz (o mojej podstawowej kolorówce napiszę wkrótce).

Jednak nadszedł czas i osobnik, dzięki któremu to się chyba zmieni!

Mowa o podkładzie Revlon Colorstay 24hrs do cery mieszanej i tłustej. Zakupiłam go trochę z duszą na ramieniu na jakimś gruponie (nie chciałam ryzykować kupując go po standardowej cenie) po recenzji jednej z dziewczyn na youtubie.





Wybrałam odcień 150 BUFF, również trochę ryzykując, oglądałam tylko zdjęcia. Jednak jestem bladzioch i wybrałam po prostu jeden z najjaśniejszych kolorów. I powiem, że udało mi się, bo bardzo dobrze na mnie wygląda.



Pierwszy raz użyłam go trochę sceptycznie podchodząc, bo spodziewałam się odczuć jak ze wszystkimi wcześniej.

Jednak jestem bardzo pozytywnie zaskoczona! Zaraz po nałożeniu już chciałam mówić: aha, znowu to co zawsze, bo skóra bardzo mi się świeciła. Wystarczyło jednak odczekać chwilę i podkład ładnie się zmatowił i wtopił w skórę.

Najważniejsze: nie czuję go na buzi! W ogóle. Dał taki mat, że rozważam zakup rozświetlacza, aby nie było takiej "maski" (w pozytywnym tego słowa znaczeniu). Wyrównuje koloryt mojej skóry i właściwie nie wyróżnia się bardzo. Oczywiście ja go widzę, bo przyzwyczajona jestem do widoku mojej gołej skóry, lekko zaczerwienionej, ale myślę, że ktoś obok tak szybko by się nie pokapował ;)

Co do minusów to mogę do nich zaliczyć przede wszystkim brak pompki, wylewanie z butelki jest absolutnie niewygodne. Widziałam jednak patent z pompką od serum na końcówki z Avonu, muszę swoje poszukać i wypróbować :)


Poza tym opakowanie, które mieści 30 ml produktu uważam za bardzo dobre. Szklane, porządne. Raz mi wypadł z ręki i nic absolutnie z nim się nie stało.

I kolejny minusik to to, że trochę zapycha, pojawił mi się po raz pierwszy od wielu miesięcy bolący pryszczyk na brodzie. Ale od razu go nie podejrzewam, będę obserwowała moją buzię i zobaczymy. I tak nie będę z niego korzystać codziennie (ewentualnie zimą) więc to duża strata nie jest.

Póki co jest to mój ulubieniec, może kiedy mi się skończy, to poszukam czegoś innego, choć nie mam na razie chęci na zmiany :)

4 komentarze:

  1. kiedyś namiętnie go używałam, teraz powracam do niego od czasu do czasu. uwielbiam go za mat i trwałość :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Blogowy hit ;-) Ja pozostaję odporna - wolę podkłady mineralne. :-)

    OdpowiedzUsuń