piątek, 31 października 2014

Czym maluję się na co dzień

Znowu przerwa w blogowaniu, spowodowana lekkim przytłoczeniem przez pracę, nawet kiedy miałam czas to z racji, że pracuję w domu- po skończeniu pracy nie chciało mi się już siedzieć przed komputerem, ale kajam się i powracam ;)

Dziś chciałam Wam pokazać, czym najczęściej się maluję, jeśli wykonuję makijaż dzienny.
Oto dwa kosmetyki, bez których nie ruszę się z domu:

Korektor Maybelline AFFINITONE, odcień 02 NATURAL

To już kolejne moje opakowanie tego korektora, mój ulubieniec. Zaraz po tym z Healthy Mix z Bourjois, ale ten ma przewagę w cenie zwłaszcza, że staram się go kupować na przecenach. Ogólnie bardzo lubię płynne korektory.
Ładnie się utrzymuje, zasycha do matu, nie roluje, zakrywa sińce pod oczami i zaczerwienienia, z którymi mam największy problem.




Tusz do rzęs Rimmel Wonder'full black

Do wyboru tuszu nie przywiązuję większej uwagi, bo praktycznie każdy mi pasuje, a przynajmniej pasowały mi te, które miałam, za każdym razem praktycznie inny :) Tylko raz miałam taki, który wyrzuciłam po kilku użyciach, bo osypywał się okrutnie.
Ten obecny jest ok. Na początku był dość rzadki i dawał delikatny efekt, jednak po jakichś trzech tygodniach zgęstniał i ładniej wygląda. Nie skleja rzęs, osypuje się może odrobinę pod koniec dnia, lekko pogrubia i wydłuża. Nie przyglądałam się działaniu olejku arganowego ;)



A teraz kosmetyki, które stosuje trochę rzadziej, na większe wyjście, np do miasta.

Podkład Revlon Colorstay 24h do cery mieszanej i tłustej

Nie będę się o nim dużo rozpisywać, ponieważ poświęciłam mu cały post TUTAJ. Ale to pierwszy podkład w moim życiu, który mi pasuje i chyba długo nie będę szukać innego. Na zdjęciu już widzicie go z pompką ukradzioną serum na końcówki z Avonu, z którą używa się go znacznie wygodniej.


Cień do powiek w kredce Astor Prefect Stay, kolor 100 CREAMY TAUPE

Kupiłam go jeszcze na wielkich wyprzedażach w Rossmanie, bardziej na próbę, ale okazał się idealny na co dzień.
Ma kremową konsystencję, która zastyga po chwili i już tak zostaje. Myślałam, że kolor będzie zbyt ciemny, jednak jest idealny na co dzień, z lekkim błyskiem.


Cienie Inglot, odcienie 395, 135 i 459

W mojej kosmetyczce są już jakiś czas. Mam jeszcze dwie: z bardzo matowymi, dziennymi kolorami (jednak nie używam jej od jakiegoś czasu) i mocniejszymi. Jednak to tę lubię najbardziej.
Cienie są bardzo ładne, kremowe. Używam też do mocniejszych makijaży na wieczór. Inglot rządzi ;)


Róż do policzków Catrice, odcień 040 Think Pink

Róże też wybieram też "jak popadnie". Z resztą baaardzo długo je zużywam. Zwracam uwagę tylko na to, aby był bardziej czerwony, ceglany niż różowy. Były czasy, że jako różu używałam... bronzera. Takie zboczenie, bo mam wrażenie, że im bardziej różowy, tym mocniej podkreśla moje zaczerwienienia.


Kredka na linię wodną Lovely

Powiem szczerze, że długo szukałam cielistej kredki, bo nie lubię efektu białej na linii wodnej. I, o dziwo, się naszukałam, bo w żadnej szafie takowej nie było. Dopiero ze dwa tygodnie temu znalazłam tę. A na innych półkach- cisza...
Mimo swojej niskiej ceny sprawdza się bardzo dobrze, jest miękka i nie drażni oka.


Kredka khol Manhattan, odcień CHA CHA CHOCO 96W

Zawsze używałam do kreski czarnej lub linera, ale teraz na jesień chciałam coś w brązach.
Ta jest w miarę miękka, dobrze się rozciera.


Nie wspomniałam jeszcze o pudrze, ale o nim pisałam już TUTAJ :)


Na co dzień nie lubię mocno się malować, kiedyś robiłam to mocniej. Może mi minęło z wiekiem ;)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz